Mercado dos Lavradores – targowisko w Funchal

   Z zewnątrz duży budynek otoczony przez grupy ludzi, mężczyźni grają w karty od rana do wieczora, kobiety ubrane w stroje regionalne sprzedają kwiaty, osoby bezdomne za ich plecami po prostu sobie mieszkają, a turyści biegają z aparatami i kamerami szukając najlepszego ujęcia. W środku dzieje się jeszcze więcej: nieustanna wymiana zdań miedzy sprzedającymi i kupującymi. To właśnie Mercado dos Lavradores – Targowisko Miejskie – jest jednym z tych miejsc, które naprawdę warto odwiedzić w Funchal.

   Wchodząc na targ głównym wejściem najpierw mijamy dział kwiatów. Kwiaty cięte, nasionka, sadzonki, doniczki. Takie, które znamy, ale też nowe, zaskakujące, piękne i też nie za bardzo. Panie sprzedające chętnie doradzą i opowiedzą, który kwiatek wymaga jakich warunków, chociaż przeważnie zrobią to w języku portugalskim. Strelicja, srebrnik (protea), anturium, watsonia, agapantus – to tylko niektóre z licznych kwiatów, jakie można kupić na targu. Nie tylko dla miłośników ogrodnictwa, ale też dla takich jak ja, możliwość zobaczenia bogactwa flory maderskiej to atrakcja.

1 (5)

   Idąc dalej znajdziemy część owocowo-warzywną, ale też z wszelkiego rodzaju pamiątkami z Madery, tymi kiczowatymi oraz całkiem ładnymi. Wśród turystów powoduje ona mieszane uczucia. Z każdego prawie straganu wyskakuje sprzedawca zachęcając do próbowania tego, co sprzedaje. Powie to w wielu językach: po angielsku, niemiecku, francusku i polsku. I będzie mówić to tyle razy, aż w końcu zatrzymasz sie na chwile. Oczywiście jest to ciekawe przeżycie, nie dość, że można skosztować rożnego rodzaju owoców za darmo, to jeszcze niektóre z nich są naprawdę dobre. Trudniej robi się, gdy to dziesiąta osoba z kolei zaczepia lub gdy wiesz, po co dokładnie przychodzisz na targ i nie masz czasu i ochoty rozmawiać ze wszystkimi po kolei. Wtedy trzeba niestety kulturalnie, lecz stanowczo odmówić. A wiadomo jak to handlarze, nie poddają się zbyt szybko.

   Kupując warzywa lub owoce trzeba zwrócić uwagę na niektóre rzeczy. Po pierwsze: cena – na górnym piętrze bywa zazwyczaj taniej niż na dolnym, bo wiadomo turysta nie zawsze będzie wchodzić i szukać, po prostu weźmie od razu to, co widzi. Cena jest też inna dla Maderczyków i dla turystów. Mi się udało znaleźć już takie stragany, gdzie można ufać sprzedawcy. Mam wybrane kilka miejsc, gdzie osoby wiedzą, że tu mieszkam, mimo, że mówię słabo po portugalsku, ale zawsze zapłacę tyle, ile rodowity Maderczyk. Po drugie: zastanówmy się kiedy chcemy zjeść dany owoc – w tym wypadku sprzedawca pomoże wybrać z wielu takich samych owoców ten, który spełnia nasze wymagania. Czasami chcemy kupić cos na dziś, a czasem możemy poczekać kilka dni. Handlarze znają się i dokładnie nam powiedzą, jak i kiedy jeść dany owoc. Taka wiedza przyda się szczególnie, gdy jest on egzotyczny i widzimy go pierwszy raz. Owoce i warzywa, które można kupić lub tylko spróbować na targowisku w Funchal zadziwiają. Oprócz znanych nam rodzajów, znajdziemy także: banano-ananasy, banany srebrne maderskie – wyjątkowo słodkie, anonę, marakuję w wielu smakach: ananasowym, bananowym, cytrynowym, tropikalnym, pomarańczowym, pomidorowym i wielu innych, pitangę, mango ananasowe, a nawet trzcinę cukrową.

2 (14)

   Moim ulubionym działem na targu są ryby. Jak tam śmierdzi to możecie sobie wyobrazić, ale najciekawsze jest to, że można popatrzeć, jak z wielką precyzją, a jednocześnie szybko panowie przy użyciu ogromnych noży zajmują sie rybami. Niektórych z nich w życiu bym sobie nie wyobraziła. To, co żyje w oceanie zaczęło mnie przerażać odkąd chodzę na targ – tu mam na myśli espadę (po polsku: pałasz). Bardzo popularna i smaczna rybka, a gdy ją zobaczyłam na ladzie zwyczajnie się przestraszyłam (na zdjęciach to ta długa czarna). Oprócz tego pałasz-potwora znajdziemy tu też: tuńczyka całego lub w ogromnych plastrach, lapas – takie muszelki z żyjątkami, setki sardynek, suszony dorsz oraz inne ryby, których nazw nie umiem przetłumaczyć. Sobota rano jest wyjątkowym dniem, bo wtedy można zobaczyć naprawdę dużo i naprawdę duże zwierzęta wyłowione z oceanu tuż przed otwarciem targu.

3 (10)

   Wydawałoby się, że targ tętni życiem od rana do wieczora, ale to nieprawda. Dziś byłam tam o 16.00. Poszłam, jak zwykle do znajomego sprzedawcy – chłopaka lekko po dwudziestce. Po drodze odmawiałam wyjątkowo natrętnym handlarzom. João mówi, że dziś jest bardzo nudno i nie ma wcale ludzi i dlatego wszyscy rzucają się na każdą przechodzącą osobę. Sam pyta mnie „jak się masz?”. Odpowiadam „mais ou menos” (czyli „mniej więcej”). Po krótkiej rozmowie on mówi: „jeśli masz jakiś problem, nie tylko z owocami, to możesz zawsze tu przyjść i ci pomogę”. Tak właśnie targ stał się dla mnie miejscem nie tylko kupowania/sprzedawania, ale też prawdziwych znajomości.

Zdjęcia z targu. Zobaczcie sami!

Ciekawe miejsca,Kulinarnie,Madera,Wskazówki podróżnicze
2 comments on “Mercado dos Lavradores – targowisko w Funchal

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>