O życiu wokół Rua de Santa Maria

   Dawno temu pisałam Wam trochę o projekcie, przy którym pracowałam, o oprowadzaniu turystów w Kolegium Jezuickim. Spędziłam tam całe 5 miesięcy i przyszedł czas na zmianę. Miesiąc temu, po moich długich staraniach o zmianę projektu, udało mi się zacząć pracę w innym miejscu. Teraz praktycznie nie opuszczam Rua de Santa Maria (dosłownie tłumacząc: Ulica Świętej Maryi) i jej okolic.

   Rua de Santa Maria to szczególne dla mnie miejsce. Przy tej ulicy znajduje sie akademik, w którym mieszkam, sklepy, w których codziennie robię zakupy, kościół parafialny, do którego tak jakby należę oraz miejsca, gdzie spędzam wolny czas. Niedaleko znajduje sie też mały sklepik studencki, który jest siedzibą innego projektu. Tu właśnie czekamy na ludzi, którzy mają ochotę przejść się po Starym Mieście Funchal, posłuchać historii, dowiedzieć się więcej o jego mieszkańcach, tradycjach, kulturze. Lubię Stare Miasto. Może dlatego, że na tej dzielnicy spędzam większość mojego czasu i znam lub kojarzę prawie wszystkie osoby, miejsca. Można powiedzieć, ze nie ma tu dla mnie tajemnic. Mimo wszystko, wycieczki po Starym Mieście to wymagający projekt. Uczyłam się pilnie, żeby zdobyć wiedzę na temat ogólnej historii Funchal, Portugalii, a także poszczególnych zabytków znajdujących sie na trasie naszych wycieczek. Wymagający, bo wycieczka trwa ponad godzinę, a w tym czasie trzeba prawie cały czas mówić i to najlepiej ciekawie, a nie wszystko jest tak fascynująco ciekawe.

kościół parafialny Santa Maria Maior

kościół parafialny Santa Maria Maior

   Od poniedziałku jestem samodzielnym przewodnikiem. Do tej pory miałam 5 wycieczek: 4 z turystami, a jedna dla menedżerki jednego z hoteli w Funchal. Oprowadzałam już: szwedki, francuzów, szwajcarki oraz luksemburską rodzinkę. Przy wszystkich sie okropnie stresowałam, chociaż podobno nie widać tego po mnie. Co może stresować, gdy zna sie każdy kamień, każde drzewko w okolicy? Pytania. W większości turyści pytają o rzeczy związane z wycieczka. Nawet, gdy nie wiem, udaje mi się odpowiedzieć tak, jakbym wiedziała. Jednak, gdy ich niedosyt wiedzy sięga innych tematów, jak szczegółowa historia architektury, pochodzenie nazwy Portugalia lub dokładna data ostatniego wybuchu wulkanu na Maderze, muszę się przyznać: „nie wiem”. Wycieczka z menedżerką hotelu była moją pierwszą wycieczką. Hotel rozważa rozpoczęcie współpracy z naszą organizacją studencką i ktoś, w tym wypadku tylko ja byłam w pracy, musiał pokazać pani czym sie zajmujemy. Jakie było moje zdziwienie, gdy pani menedżer powiedziała, ze mnie zna, bo spotkałyśmy w czasie Zbiórki Żywności w Maderskim Banku Żywności w maju. Wspomnienie Banku Żywności zadziałało na mnie uspokajająco i wycieczka się udała.

1 (126)

Stare Miasto

  W czasie wolnym od wycieczek pracuję w sklepie. Przeważnie się uczę, ale czasem też zdarzy mi się pomagać klientom. W piątek na przykład rozmawiałam z dwiema paniami z Francji po francusku (skąd ja znam francuski?). „Rozmawiałam” to może za dużo powiedziane, ale dogadałyśmy się co do smaku i ceny wina. Jedno pytanie zadawane przez klientów wciąż mnie zadziwia „dlaczego macie promocję na wino?” – słyszałam je już kilka razy i nadal nie wiem, jak na nie odpowiedzieć. Po prostu „bo jest”.

   Ostatni tydzień to też test mojej samotności. Do tej pory miałam bardzo dobrych znajomych, którzy już (niestety dla mnie, a stety dla nich) wrócili do Polski. Teraz pracuję często sama, sama spędzam wieczory, chodzę na zakupy, czy na lunch. Właśnie lunch jest jedyną porą dnia, gdy wychodzę poza moją dzielnicę. Zazwyczaj jem w barze obsługiwanym przez okropnie wredne panie, ale decyduję się na niego, bo jest dobrze i tanio. Plusem samotności jest więcej wolnego czasu, dzięki temu będą częściej nowe notki. Niedługo opowiem Wam o Starym Mieście.

Stare Miasto

Stare Miasto

   Wczoraj wyszłam na spacer (wyszło z 20 km, więc była to prawdziwa wędrówka). Zaciekawiona plakatami „Święto Ryby – Czarnego Pałasza” ruszyłam do Camary de Lobos. Szło się dobrze, choć było gorąco. Ścieżka prowadziła tuż nad oceanem, więc wiał przyjemny wiaterek. U celu okazało się, że święto jest, ale zaczyna się codziennie po godzinie 20.00. Trochę zawiedziona obejrzałam rybne dekoracje i udałam się w drogę powrotną. Przyznam, że po powrocie nie mogłam ruszać nogami, dlatego też dziś w moich planach mam tylko opalanie się na plaży.

Trochę zdjęć z wczorajszego spaceru.

Pozdrawiam!

 

Madera,Z mojego życia na Maderze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>